Itinerer: KronikaRajdow.pl » Wywiady » Wywiady » Witold Prószyński „Tato” » 50 - letnia przygoda ze sportem samochodowym

Witold Prószyński „Tato” » 50 - letnia przygoda ze sportem samochodowym

Wywiady sobota, 14 stycznia 2012 12:33
Witold Prószyński „Tato” » 50 - letnia przygoda ze sportem samochodowym fot. Jakub Żołędowski


Witold Prószyński „Tato” ur.14.01.1942 r.

Współzałożyciel , Prezes Zarządu Automobilklubu Centrum (od 2000 roku)
Członek Prezydium i Skarbnik PZM w Zarządzie Okręgowym w Łodzi
Zastępca przewodniczącego Komisji Sportu Samochodowego PZM - Zarząd Okręgowy w Łodzi


- od 1960 roku w Polskim Związku Motorowym
- wieloletni członek Zarządu Automobilklubu Polski
- dyrektor Automobilklubu Polski-Sport Sp. z o.o.
- przewodniczący Komisji Sportu Samochodowego - Zarządu Okręgowego PZM w Warszawie
- wieloletni członek Komisji Sportu Samochodowego Automobilklubu Polski
- wieloletni kierownik ekipy rajdowej Automobilklubu Polski
- czterokrotny Komandor Rajdu Barbórka 1995, 1996, 1998, 1999
- wieloletni Komandor „Rajdu Monte Calvaria” i dziesiątków innych

 

 „Tato” - opiekun kilku pokoleń zawodników sportów motorowych. Charyzmatyczny i niezwykle młody duchem, czynny jak mówi o sobie przedstawiciel „Starej Gwardii”. Jako Prezes Automobilklubu Centrum, z pasją stara się przybliżyć najmłodszym zawodnikom, niejednokrotnie coraz mniej wiedzącym o Tych, którzy tworzyli ten sport, ich sukcesy jak również porażki.


Następuje chwila refleksji. Co dalej, czy odsunąć się i żyć wspomnieniami, czy dalej walczyć i tworzyć to co całe Zycie lubię. Po otrzymaniu tylu wspaniałych życzeń, daliście mnie tyle entuzjazmu, że będę razem z Wami dalej realizował wytyczone cele. Dla wytrwałych mój wywiad „rzeka” podsumowujący moje życiowe kredo. Miłej lektury. Pozdrawiam serdecznie. Tato


Jako kierownik ekipy rajdowej, starałem się być opiekuńczy. Interesowali mnie nie tylko moi zawodnicy. Starałem się zawsze pomagać na zasadzie koleżeńskiej. Nie było wtedy teamów, zawodnicy jeździli w większości za własne pieniądze. Dlatego wszyscy nazywali mnie „Tato”. Na zakończenie poszczególnych rund RSMP robiłem zrzutkę i organizowałem uroczyste zakończenia. Do historii przeszło jedno z najbarwniejszych zakończeń w Polanicy, gdzie z rozrzewnieniem wspominam oddanie Kolegów w obronie „Taty” .Atmosfera rajdów „rodzinnych” skończyła się jednak, kiedy weszły teamy - lata 80.

Zawsze byłem barwną postacią, lubiłem nowe wyzwania. Z natury „choleryk” i na dodatek impulsywny. Zawsze mówiący prawdę, brzydzący się zakłamaniem, obłudą, układami, układzikami. Z tego powodu niejednokrotnie miałem kłopoty od „przyjaznych” zawistnych pseudo kolegów. Jednak zawsze byłem i jestem sobą. Zaowocowało to tym, że każdemu mogę spojrzeć w oczy i gdy po rozstaniu się z Automobilklubem Polski, gdzie nastąpiła nagonka na moją osobę łącznie z wciągnięciem w to PZM., niezawodni Przyjaciele stanęli za mną murem i to dzięki nim mogłem po zarejestrowaniu Klubu rozpocząć działalność statutową, która trwa do dzisiaj. Dumny jestem z Nich jak i Młodych Ludzi, którzy związali się ze mną i po 10 latach tworzymy jeden z bardziej prężnych Klubów, pomimo, że nie prowadzimy działalności gospodarczej. Najważniejsi są Ludzie i to dzięki nim pomimo osiągnięcia w tym roku 70 roku życia czuje się młody, pełny energii, otwarty na nowe pomysły, gotowy do nowych wyzwań. To Oni będąc ze mną, pisząc na forach Klubu, są surowymi Sędziami, którzy osądzają nasze wspólne osiągnięcia. To dzięki nim nie wybieram się jeszcze na emeryturę - przecież mamy przed sobą tyle pomysłów do zrealizowania.

Wracając do moich korzeni, jestem rodowitym warszawiakiem, urodziłem się 14 stycznia 1942r przy ulicy Miedzianej 7, gdzie obecnie w miejscu zniszczonej kamienicy jest znany z programu telewizyjnego „Europa da się lubić”, Pub „Zachcianek”, gdzie my z kolei organizujemy tu spotkania klubowe i zakończenia imprez. Ojciec mój był znanym cukiernikiem, prowadził kilka cukierni z przerwani spowodowanymi nagonkami ówczesnej władzy na tzw „prywatną inicjatywę”. Dzięki temu od młodych lat byłem barwną postacią dysponującą odpowiednimi środkami finansowymi. Po skończeniu średniej szkoły technicznej, na pierwszym roku studiów zawarłem związek małżeński, urodziła nam się córeczka i tak skończyła się moja edukacja naukowa.


W pracy zawodowej pomimo, że nie byłem nigdy w żadnej partii, dzięki swojemu charakterowi, charyzmie, prawości, wiedzy, osiągnąłem to co mogłem osiągnąć. Byłem przez kilkanaście lat w kierownictwie Warszawskiej Kolei Dojazdowej - WKD. Podlegało mi utrzymanie nawierzchni, jak również likwidacja i rozbiórka odcinka torów na terenie miasta Grodzisk, Milanówek, Włochy. Wykonanie i nadzór kapitalnego  remontu nawierzchni całej linii WKD od Grodziska Rad. - Warszawy Śródmieście.
W słynnej „zimie stulecia”, dzięki mnie i mojej załodze linia WKD była jako jedyna przejezdna w wężle warszawskim. Wiąże się z tym zabawna historia przyznania mi „Srebrnego Krzyża Zasługi”, który z uwagi, że nie byłem członkiem partii, otrzymałem po wielu perturbacjach dopiero po upływie trzech lat. Lepiej już było z otrzymaniem „Srebrnej odznaki Za Zasługi dla Warszawy”, którą bardzo sobie cenię. Cenię również zaufanie Kolegów, którzy w ostatnim okresie pracy w Przedsiębiorstwie PKP wybrali mnie jednogłośnie na Przewodniczącego Niezależnych Związków Zawodowych Służby Drogowej w Dyrekcji warszawskiej.


Z motoryzacją jestem związany od 16 roku życia, gdzie po uzyskaniu prawa jazdy w ramach „odznaki pałacowej” PKiN, Ojciec kupił mi motocykl WFM w salonie przy ul Kruczej. Później przesiadłem się na skuter Peugeot i następnie na wymarzony skuter Lambretta 150Ld. Mając skuter wstąpiłem w 1960r do Automobilklubu warszawskiego, którego siedziba mieściła się przy ul Jezuickiej.


Przypadek zrządził, że mając już peweksowskiego Fiata 600D, przejeżdżając przez plac Zwycięstwa (obecnie Plac Piłsudskiego) zauważyłem grupę osób z samochodami, którzy szykowali się do rozegrania imprezy. Po zatrzymaniu się i rozmowie dopuszczono mnie do zawodów i ku wielkiemu zaskoczeniu „starych wyjadaczy” wygrałem rajd. Był to rok 1962 i tak rozpoczęła się moja 50 - letnia przygoda ze sportem samochodowym.


Następnie zgłoszono mnie do Mistrzostw Polski w rajdach turystycznych, gdzie zdobyłem tytuł i szarfę Turystycznego Wicemistrza Polski 1970r. w kat. samochodów. Niestety w rodzinie wszyscy przeciwni byli, abym zawodowo startował w rajdach i tak skończyłem karierę zawodniczą, poświęcając się działalności społecznej w Automobilklubie Warszawskim, zmienionym następnie na Automobilklub Polski - w komisji sportu samochodowego.


Będąc w Klubie zawsze starałem się być w dobrych, koleżeńskich układach zarówno z Klubami na terenie Warszawy, jak AK Rzemieślnik, czy AK Mak, co zaowocowało faktem wybrania mnie na Przewodniczącego Komisji Sportu PZM Okręg warszawski. Pełniąc tą funkcje, wprowadziliśmy nowe zmiany w przepisach. Badanie techniczne zamieniliśmy na badanie kontrolne, skasowaliśmy cofanie w strefie - po słynnej wpadce „Hołka” na pierwszej próbie „Barbórki”.


Walczyłem z niepotrzebnymi antagonizmami, zawsze starałem się z powodzeniem być również w dobrych koleżeńskich układach ze wszystkimi Okręgami PZM w Polsce, co niejednokrotnie wytykano mi to w macierzystym Klubie.


Bezsprzecznie przyznać muszę, że pomimo jak wspomniałem mojego impulsywnego, wybuchowego charakteru, miałem wsparcie w Klubie w Osobach prezesów: Longina Bielaka, Włodka Sela i Józefa Modeckiego, który był Człowiekiem o wielkiej charyzmie, potrafiącym jak nikt inny załatwić sprawy dla Klubu, które wydawały się nie do załatwienia. To dzięki Jego desperacji, Klub ma siedzibę w zabytkowym budynku przy ul. Pańskiej. Był jednocześnie wymagającym od siebie jak i od innych. To dzięki niemu właśnie wyznaczałem sobie cele, które wydawały się niewykonalne. Tak było najpierw z „Rajdem Monte Calvaria”, który po przejęciu, w przeciągu kilku lat zorganizowałem wraz z najbardziej mi zaufanymi Kolegami w największą Imprezę amatorską w Europie, gdzie w rekordowym roku stanęło na starcie 202 załogi.


Po transformacji, kiedy to Klub nawiązał kontakt z e słynna parafią w Podkowie Leśnej, z powołaniem Kapelana Klubu w osobie ówczesnego proboszcza księdza Leszka Slipka, wpadłem na pomysł organizacji „Rajdu Św. Krzysztofa” patrona kierowców.  Pomysł mój okazał się strzałem w 10. Impreza stała się kultową z uwagi na cel jak i oprawę. Zakończenie oficjalne było zawsze na dziedzińcu pałacu w Stawiskach - muzeum Jarosława Iwaszkiewicza, połączone ze zwiedzaniem, a uroczyste zakończenie zorganizowałem u przyjaciół Joanny i Zbigniewa Mikiciuk w Muzeum Motoryzacji w Otrębusach przy pieczonym jagnięciu. Była to kultowa Impreza. Zbierała się tu zawsze „Śmietanka” towarzyska Warszawy. Po moim odejściu niestety imprezę zdegradowano do kolejnej imprezy KJS.


Lubiąc wyzwania, gdy powierzono mi organizację „Radu Barbórka - Ogólnopolskie Kryterium Asów”, starałem się natychmiast zmienić charakter tego rajdu przekształcając ją w największe widowisko sportu samochodowego w Warszawie. Szukałem miejsc widowiskowych. Kosztowało mnie to ogromu pracy, ale efekty były wspaniałe. Udało się zgromadzić potężnych Sponsorów, oprawę imprezy w tym przekonać TV Wizja, która w niesamowitej zimowej scenerii przy pomocy kilkunastu kamer pokazała „Panią Karową” po raz pierwszy w takim wymiarze. Udało mi się uzyskać zgodę, której wcześniej nikt nie potrafił załatwić, rozegrania próby na terenie Cytadeli warszawskiej Podobnie również z innymi odcinkami: Giełda Żerań, Piaseczno, Bronisze, Stadion Gwardia, próba pod centralą Daewoo, , czy najsłynniejszy obecnie element „Pani Karowej” - „Beczka Taty” na skrzyżowaniu Karowej z Furmańską, która niestety przez ostatnie lata stała się przyczyną budowania trybun, przeistoczenia najwspanialszej Imprezy Warszawy w imprezę komercyjną – bilety, trybuny, bramki niebotyczne  wpisowe,  itd


A przecież jak napisał jeden z Dziennikarzy: (-) „Była to impreza, na której co roku w pierwszą sobotę grudnia, spotykają się fani motoryzacji z całej Polski. Czy inny. (..) „JEST TO RAJD, NA KTÓRYM POROZMAWIAĆ MOŻNA ZE ZNAJOMYM, KTÓREGO NIE WIDZIAŁO SIĘ OD ROKU, A MOŻE NAWET KILKA LAT. TO MOŻLIWOŚĆ OBSERWOWANIA POSZCZEGÓLNYCH PRÓB W JEDNYM SZEREGU Z LUDŹMI ZNANYMI Z PUBLIKACJI PRASOWYCH LUB EKRANU TELEWIZYJNEGO, DZIENNIKARZAMI, SPIKERAMI, AKTORAMI, WRESZCIE MISTRZAMI KIEROWNICY" Czy też słowa dziennikarzy, kiedy tworzyłem ten rajd: (..)”To nie jest rajd, to jest widowisko sportowe” czy słowa.(..) Pół tysiąca lat czekało podwarszawskie Piaseczno na taką imprezę jak Rajd Barbórka - Kryterium Asów, którego XXXIV edycja miała w tej Gminie 4 odcinek specjalny, przeprowadzony w centrum miejscowości”.


Można więc tworzyć jednak inaczej. Dzięki zaangażowaniu pozyskiwałem środki, z dwóch kultowych imprez (Barbórka i Monte Calvaria), które pozwalały na utrzymanie Automobilklubu Polski Sp. z o.o. przez większą część roku.


Mam satysfakcję, gdyż niejednokrotnie potrafiłem załatwić duże pieniądze na rajd pomimo, że innym mimo ogromnego wysiłku to się nie udawało. Za przykład posłużyć może „Rajd Prząśniczka” w Łodzi gdzie na prośbę Kolegów w ciągu tygodnia zorganizowałem pieniądze umożliwiające rozegranie Rajdu w zamierzonym wymiarze. Olbrzymią satysfakcję odniosłem z Dyrekcją Daewoo, która chciała pozostać na niespełnionych obietnicach, a jednak pomimo różnych sztuczek przekazała należną wcześniej uzgodnioną przeze mnie kwotę na Rajd Barbórka.


Nigdy nie lubiłem robić sztampowych imprez, czego dowodem było postawione przede mną karkołomne wyzwanie zorganizowania „Rajdu Dziennikarzy’ na Helu. Dzięki zawarciu przeze mnie przyjacielskiej znajomości z Generałem i Dowództwem na Helu, impreza z wielką pompą odbyła się w zaplanowanym terminie i to 13 grudnia, zakończona niepowtarzalnym bankietem w Juracie - Bryzie.


Podobnie było z zorganizowaniem kultowej imprezy „Rajd Amazonek”, gdzie potrafiłem na starcie zgromadzić wspólnie z Firmą Rowiński & Wajdemajer i Eris, 10 największych Gwiazd, w najbardziej medialnej imprezie samochodowej w Warszawie. Szczytnym celem imprezy było wspomóc Dom Artysty Weterana w Skolimowie.


Będąc już w stworzonym wspólnie z Przyjaciółmi: Bohdanem Łabeckim, Piotrem Stankiewiczem i innymi oddanymi Koleżankami i Kolegami Automobilklubie Centrum, w dowód podziękowania  młodym zawodnikom, za  ich przywiązanie do Klubu wpadła mi myśl  zorganizowania rajdu na słynnym torze Żerań. Wszyscy twierdzili, że to się nie uda, a jednak po 20 latach jako pierwszy - Automobilklub Centrum wjechał na tor Żerań. Otworzyliśmy nową kartę z której skorzystały inne kluby.


Również szalony pomysł przy spotkaniu z kolegą Jackiem Wypychem - pilotem nieodżałowanego Mistrza Mariana Bublewicza, zorganizowania po raz pierwszy w Polsce „Kryterium Lodowego” na wzór Skandynawii, dzięki karkołomnym wysiłkom odbyło się na jeziorze zegrzyńskim


Mam olbrzymią satysfakcję i dług wdzięczności do Ludzi - Przyjaciół, którzy potrafili docenić moją pracę i uwierzyli we mnie dając mi szanse do nowych wyzwań. Tak było z zaproszeniem do organizacji słynnych Parad na Pikniku Country w Mrągowie, gdzie trwało to nieprzerwanie przez osiem lat.


Tak było z zaproszeniem Kol. Jurka Głuszyka do zorganizowaniem widowiskowych Parad w ramach Swiatowej Ligi Siatkarskiej, połączonej z otwarciem „Atlas Areny” w Łodzi. W ramach rozgrywek przeprowadziłem 6 potężnych widowiskowych Parad na terenie kraju, w tym 2 w Łodzi, po 1 w Rzeszowie, Kielcach, Wrocławiu i Gdyni.


Tak również było z zaproszeniem od Krystyny Backiel - Prezes Fundacji: „Teraz Kobiety” , do objęcia zaszczytnej funkcji Komandora 1 Rajdu Polski Kobiet, pierwszej charytatywnej inicjatywy organizowanej przez Fundację. Potrafiłem z grupą mi oddanych Osób zorganizować potężną medialną imprezę, na trasie liczącej około 300 km, Warszawa - Białystok Tymbardziej satysfakcjującą z uwagi na szczytny cel jakim było:
(-) „Przesłaniem Rajdu Polski Kobiet jest przypomnienie i uświadomienie potrzeby dbania o swoje zdrowie poprzez przeprowadzanie cyklicznych badań takich jak mammografia, USG piersi i narządów rodnych, badań cytologicznych… ”itd


Jednak największym osiągnięciem ostatniej dekady mojej pracy jest nawiązanie i kontynuacja współpracy z Firmą TEDEX, która podobnie jak ja od początku swojej przeszło 20-letniiej działalności związała się ze sportem samochodowym. To dzięki tej Firmie odnosili swoje największe sukcesy sportowe tej miary Mistrzowie co: Robert Herba z Arturem Skorupą, Zenon Sawicki z Jarosławem Baran, Piotr Swieboda z Andrzejem Górskim, Michał Rej, Leszek Kuzaj, Tomasz Kuchar, Robert Gryczyński, Tomasz Czopik czy w ostatnim okresie Bryan Bouffier i Xavier Panseri.


Nasza wieloletnia znajomość i niejednokrotnie współpraca pozwoliła na bliższe poznanie, zaufanie, określenie wspólnych celów w rozwoju sportu samochodowego. Tak nawiązała się nic współpracy i wspólne dążenie wspierania młodych utalentowanych uczestników naszych imprez sportu samochodowego. Należą się tu ogromne słowa uznania Kierownictwu Firmy w Osobach: Moniki i Pawła Gawrylak, czy Krzysztofa Szafirowskiego, którzy spośród wielu Podmiotów, Organizacji, Firm, docenili nasz wieloletni ogrom prac i wysiłek w organizacji imprez na takim poziomie, że stały się corocznymi wydarzeniami miast na terenie, których są organizowane. Pomimo, że są to imprezy sportu popularnego, niejednokrotnie mają większą oprawę, zainteresowanie, wydźwięk medialny jak imprezy - rajdy rangi Mistrzostw.


To dzięki Firmie TEDEX ziściło się moje największe marzenie, że sport elitarny jakim bez wątpienia są rajdy samochodowe, stał się dostępny dla młodych pasjonatów motoryzacji. Podłoże to miało miejsce w mojej wieloletniej obserwacji, że młodzi ludzie kupowali do sportu niejednokrotnie samochody o dużej pojemności, na których utrzymanie w sporcie nie było ich stać. Uważałem, że jedyną słuszną drogą jest stworzenie klasy „maluchów” tj 126p. W tym celu postanowiłem obniżyć wspólnie z zarządem Klubu stawkę wpisowego ograniczyć do max minimum. Przyniosło to pewne efekty. Podzieliłem się z tym z Kierownictwem TEDEX, które poparło moją inicjatywę. Tak stworzyliśmy oprócz klasyfikacji: „PUCHARU TEDEX WRC”, „PUCHAR TEDEX 126p”. Trafiliśmy w 10-tkę. W ciągu dwóch lat z 2 - 3 samochodów na chwilę obecną startuje średnio 7 - 10 samochodów 126p z tendencją zwyżkową. Satysfakcjującym faktem jest również to, że kierowcy „maluszków” otrzymują podobny aplauz licznie zgromadzonej publiczności na widowiskowych „Super Próbach” w ramach rajdu, podobny do kierowców z najmocniejszych marek samochodów tp. Subaru czy Mitsubishi.


To Również dzięki zawartemu porozumieniu z Firmą TEDEX, w naszych imprezach bierze rekordowa liczba uczestników. Średnia z imprez zaliczanych do Pucharów, organizowanych w 2011 r wyniosła 58 załóg. W sumie we wszystkich imprezach uczestniczyło ok. 700 załóg.


W tym roku dzięki wspólnemu wysiłkowi zarówno w zawartym w nowym regulaminie wspierania uczestników startujących w barwach TEDEX w Pucharze „TEDEX WRC” jak” TEDEX 126p” oraz strategii klubu w organizacji kultowych imprez w zaplanowanych i przewidywanych nowych, liczymy na jeszcze większe zainteresowanie ze strony uczestników jak i Władz miast jak i Firm wspierających.


Dosłownie w ostatniej chwili okazało się, że nowatorski pomysł powołania PUCHARU TEDEX dla Kierowców amatorów, jest pierwszym na skalę europejską i nie tylko. To dzięki dociekliwości naszego Kolegi klubowego Artura Dzwigałowskiego, którego treść wpisu przytoczę w całości: (-) „Jeżeli piszecie już o pochwałach dla firmy Tedex na jednym z tematów to ja dołożę coś od siebie.  Trochę przesiedziałem na zagranicznych forach i stronach auto klubów w Stanach i UK. Krótko podsumowując firma Tedex jako chyba pierwsza wprowadziła otwarty sponsoring dla amatorów bez żadnej selekcji, testów i warunków jakie trzeba spełniać Zwiedziłem strony w UK, USA i innych krajach, nie doszukałem się tak otwartej opcji pomocy dla kierowców amatorów, są jakieś opcje, ale należy zaliczyć z pomyślnym wynikiem tak zwane trackdays jak np w UK. Wszelkie inne formy pomocy są tylko dla kierowców z licencjami, jednym SŁOWEM INNOWACJA. Dobrze że mamy u siebie takie podmioty jak TEDEX”


Nic dodać , nic ująć, jedynie jeszcze raz wypada w imieniu Nas Wszystkich złożyć Kierownictwu Firmy ukłon.
Całe więc moje życie polegało na wyzwaniach czy to w pracy zawodowej, czy przy  organizowanych przeze mnie imprezach.


Podsumowując moje osiągnięcia pomimo niejednokrotnie i porażek, których również w swoim życiu doznałem, uważam, że stały się możliwe dzięki mojemu wychowaniu wyniesionego z domu, uczciwości, otwartości i wiary w ludzi oraz niezbędnemu szczęściu. Dane mi było I jest spotykać na drodze Ludzi, którzy mi ufają, pomagają w realizacji nieraz jak wspomniałem karkołomnych wyzwań. Celem mojej pracy zawsze jest tworzyć coś nowego, innego, nigdy nie popadać w rutynę. Pomimo, że niektóre imprezy cykliczne organizuje od kilkudziesięciu lat, to zawsze co roku staram się wprowadzić nowy element, coś nowego, oryginalnego. Zdaje jednak sobie sprawę, że mój czas powoli zbliża się ku końcowi, ale mając przy sobie Młodych, Wiernych Współpracowników, liczną Grupę  Uczestników Przyjaciół I Kolegów, że jeszcze tato powalczy.


Mając okazję w dniu swoich okrągłych urodzin, dziękuje serdecznie Wszystkim za te wspólnie spędzone lata na rajdowych I nie tylko szlakach życia. Witold, Wojciech Prószyński (dla jednych tato, dla drugich ptyś)



Rozmowę przeprowadził Jakub Żołędowski              Update (05.03.2012 12:00)