Itinerer: KronikaRajdow.pl

Sukces Polaków w Monte-Carlo!

Aktualności Monday, 05 March 2018 08:40

Spektakularny sukces Polskiej załogi i największy w historii tego rajdu. Stanisław Postawka i jego ojciec Andrzej Postawka startując Zastavą 1100 zajęli sensacyjne trzecie miejsce w  21. Rallye Monte-Carlo Historique 2018! Tegoroczna 21. edycja Rallye Monte-Carlo Historique 2018 okazała się najlepsza dla Polskich załóg startujących od wielu lat w tym rajdzie. Wielki sukces Stanisława i Andrzeja Postawków to również pierwsze podium w historii RMCH dla Polaków.

Rajdowa Legenda - Tomasz Ciecierzyński w swojej sportowej karierze trzykrotnie startował z ekipą fabryczną OBRSO w Rallye Automobile de Monte-Carlo w latach 1975/1976/1977. Dokładnie 40 lat po ostatnim sportowym starcie Polskim Fiatem 125p wystąpił w roli pilota swojego Przyjaciela Andrzeja Wodzińskiego w historycznej edycji rajdu na regularność - 20. Rallye Monte-Carlo Historique 2017. Jest jedynym Polskim zawodnikiem, który startował w edycji sportowej i historycznej. Tomasz Ciecierzyński tegoroczny 21. Rallye Monte-Carlo Historique 2018 opisuje następująco:


- Rallye Monte Carlo Historique jest organizowany od 1988 r. Do imprezy dopuszczone są samochody zabytkowe wyprodukowane przed 1980 rokiem. Jest to najtrudniejszy na świecie rajd z jazdą na regularność. Jego specyficzny regulamin pozwala konkurować słabszym samochodom z najmocniejszymi, preferując niezawodność sprzętu i bezbłędną nawigację załogi. RMC Historique startuje kilka dni po Rajdzie Monte Carlo zaliczanym do Rajdowych Mistrzostw Świata, praktycznie na tych samych trasach. W tym roku do mety dotarło 258 aut ze startujących przeszło trzystu. Trzecie miejsce jest najlepszym wynikiem polskiej załogi w dziejach tego rajdu, można by porównywać je z medalem zdobytym w mistrzostwach świata. Jest także osiągnieciem rodzinnym ojca i syna, mistrzów polski w rajdach na regularność. Andrzej Postawka, nestor polskiego automobilizmu, był w tym rajdzie pilotem swojego syna Stanisława Postawki.
 

Załoga Stanisław i Andrzej Postawkowie na starcie dostała od przyjaciela polską flagę, z którą przejechała linię startu, co spotkało się z miłym komentarzem spikera

Fot. Dariusz Osiński - Załoga Stanisław i Andrzej Postawkowie na starcie dostała od przyjaciela polską flagę, z którą przejechała linię startu, co spotkało się z miłym komentarzem spikera.

 

Stanisław Postawka powiedział po rajdzie:


„Jesteśmy na mecie, szczęśliwi, sukces dotrze do nas za chwilę. Samochód był przed startem starannie przejrzany, jednak jak zwykle pojawiły się drobne przeciwności techniczne. Na szczęście nie byliśmy zmuszeni do zatrzymania ani zmiany rytmu jazdy na odcinkach pomiarowych. Rajd w większości był asfaltowy, były odcinki, gdzie niektórzy konkurenci jechali na slickach (sportowe opony o gładkim bieżniku przeznaczone na suchy asfalt-dopisek redakcji). Ale przełęcz l'Echarasson niezawodnie przyniosła śnieg. To ten odcinek, ulubiony od lat, umożliwił nam awans na 3. miejsce. Utrzymanie tej pozycji do końca to osobny wyczyn, dumni jesteśmy szczególnie z jej obrony na odcinkach nocnych, które zawsze przewracały klasyfikację. Zrobienie tego Zastawą to jest sukces niewiarygodny. Na podkreślenie zasługuje wspaniała atmosfera panująca wśród zawodników i wzajemna pomoc jakiej sobie udzielali. Wszystkie załogi jechały doskonale, ale nie wszystkie miały szczęście…”

 

Jacek Miller i Maciej Orzechowski jadący Fiatem X1/9 po przegrupowaniu, w połowie rajdu startowali według wyników jako 6 samochód rajdu (w zeszłym roku w tym miejscu jako 7). Długo klasyfikowani byli przed Zastawą Postawków. Zablokowanie na trasie przez samochód dostawczy i nienajlepszy dobór opon na jednym z odcinków zmieniły tę sytuację. Od kilku lat ta załoga prezentuje poziom, który kiedyś zaowocuje obecnością na podium, a może nawet zająć w tym rajdzie pierwsze miejsce. Ostatecznie zajęli doskonałe 15. miejsce.

 

Fot. Z archiwum Jacka Millera -  Jacek Miller i Maciej Orzechowski - Fiatem X1/9

Fot. Z archiwum Jacka Millera -  Jacek Miller i Maciej Orzechowski - Fiatem X1/9

 

Swój start w 21. RMCH 2018 - Jacek Miller opisuje następująco:

 

„Zeszłoroczny Rajd Monte Carlo Historique nie skończył się dobrze dla mnie, Jacka i naszego X1/9 - zakończyliśmy go na ostatniej próbie sportowej, po uderzeniu o kamień. Nie było nas na mecie, noc spędziliśmy próbując jakoś zwlec się z gór, ostatecznie z odcinka o świcie zabrała nas laweta. I choć opowiadana przy piwie historia o dwóch Polakach, wiszących w nocy na drzewie, jest teraz zabawna, nam nie było wtedy do śmiechu. Stojąc w nocy obok rozbitego X-a, postanowiliśmy spróbować jeszcze raz.

To był ciężki rok. Wystartowaliśmy we wszystkich eliminacjach Mistrzostw Polski w Historycznych Rajdach na Regularność. Trapiły nas awarie i zwykły pech – dwie urwane półosie, w tym jedna na Rajdzie Polski Historycznym, co pozbawiło nas tytułu mistrzowskiego, a na koniec sezonu, po wygraniu wszystkich prób sportowych na Rajdzie Wisły, awaria rozrządu w drodze na metę… Wiele osób nie wierzyło, że możemy dojechać do mety XXI RMCH w jednym kawałku.


A jednak się udało! Dojechaliśmy, i to na całkiem niezłym, 15-tym miejscu. Nie odpadliśmy, nie popsuliśmy rajdówki, nie mieliśmy pecha. Przerwaliśmy to pasmo awarii, wypadków i przypadków, udowodniliśmy, że było warto. Pomogli nam w tym nasi wspaniali mechanicy, Tomek i Wojtek, wspierali nas koledzy i znajomi. A mimo to rok temu Monte miało dla mnie lepszy smak. Rok temu jechałem spełniać marzenie małego chłopca, który z wielkimi oczami gapił się na zdjęcia w prasie motoryzacyjnej, z zapartym tchem czytał wspomnienia mistrza Zasady, i pokazywał wszystkim zdjęcia znajomego, który z nim jechał jako pilot. Teraz ja byłem pilotem, jechałem przez Sospel i Turini, stałem się częścią tego cyrku, który co roku budzi do życia zimowe Alpy. I jakaś kraksa nie była mi w stanie odebrać marzenia, które się spełniło, w końcu kraksy są częścią rajdów, rozbiliśmy się jak prawdziwi twardziele!

W tym roku jechałem udowodnić sobie i wszystkim, że możemy dojechać. Nie spełniałem marzenia, nie ekscytowałem się, miałem zadanie do wykonania, miałem przeciwko sobie pecha, docinki niedowiarków i 309 załóg, które nie przyjechały tam na piknik. Nasza dobra jazda w 2017 roku paradoksalnie wcale mi nie pomagała - mój tata często zabierał nas do teatru, więc wiem, że drugi występ zawsze jest o wiele słabszy, niż premiera. Dlatego, gdy w Valence dostaliśmy 6-tkę, odetchnąłem z ulgą (rok temu mieliśmy 7-mkę). OK, jedziemy nie gorzej, niż rok temu, to nie był przypadek, „beginners luck”. Nawet ciężarówka blokująca nas na jednym z odcinków kwalifikacyjnych nie przeszkodziła nam przebić się do czołówki. Będzie dobrze, damy radę.

A potem… się zaczęło. Niespójność pomiarów czasu z naszymi odczytami, stracone sekundy tu i tam. Źle dobrane opony i walka ze śniegiem, kolejne sekundy uciekają. Zmiana konfiguracji opon i największy, najgłupszy, najdrożej kosztujący błąd – pomyliłem start i koniec odcinka pomiarowego do ustawienia przyrządów. Zaćmienie, głupia pewność siebie, „zawodowstwo” amatora – tak, to wszystko zrobiłem ja… Jak w lotnictwie, nie ma jednej przyczyny katastrofy – gdybyśmy dopilnowali procedur pomiarowych wcześniej, gdybym czytelnie oznaczył punkty na mapie, gdyby nie deficyt czasu, gdyby choć jeden z tych błędów nie został popełniony, odcinek był do uratowania. Ale nie uratowaliśmy go. A właściwie straciliśmy go na samej końcówce: pędzimy na Col de l'Écharasson pod górę, po śniegu (każdy jest tam w takich warunkach na spóźnieniu), a, jak się później okazało, punkty pomiarowe były dopiero za przełęczą. Ale podczas próby tego nie wiemy. Mijamy Porsche, które wystartowało minutę przed nami, leży w rowie. Pędzimy dalej, ale odczyty przyrządów są rozjechane. Jedziemy „na oko” i wtedy doganiamy Porsche, które wystartowało 2 minuty przed nami. To niemożliwe, przyrządy pokazują spóźnienie 200 metrów! Krzyczę, że on nie daje rady po śniegu, łapiemy przełęcz, nadal jesteśmy na spóźnieniu, ale sami nie wierzymy, że to prawda, przecież Porsche nie może być ponad dwie minuty spóźnione! Zwalniamy, nie wierzymy przyrządom, Porsche odjeżdża. Później wyniki szczegółowe pokażą, że do tego miejsca nadrabialiśmy i zyskiwaliśmy nad konkurentami, a od tego miejsca straciliśmy z nawiązką wszystko, co zyskaliśmy. Na PKC w Saint Nazaire wpadamy ogniem, kartę oddajemy „na klapkę”.


Kolejne próby sportowe są chyba najprzyjemniejsze z całego Rajdu. Trudne, ale dobrze przejechane. Mało pomyłek, jeżeli nie liczyć problemu z synchronizacją czasu, dobre rajdowe rzemiosło. Jesteśmy w Monte Carlo, jedziemy do hotelu, ale tam nie mają naszej rezerwacji. Zamiast odetchnąć przed nocą długich noży, kwitniemy w recepcji. A myśl o ubiegłorocznej kraksie nie pomaga żadnemu z nas. W końcu noc. Trudna, jak zwykle, ale też przejechana całkiem nieźle, choć z rezerwą, coś w głowie mówi „dojechać, meta czeka, nie rozbić, nie jechać na 100%”. Ta rezerwa kosztowała nas kolejne sekundy.


Ale jesteśmy na mecie, a później dołączają do nas pozostałe załogi - Maurycy z Piotrkiem, Ewa z Anią, Staszek z Andrzejem - we wspaniałym stylu wywalczyli 3 miejsce w generalce, a na końcu Piotr z Natalią, dzielna załoga debiutantów, która seryjnym dużym FIAT-em 1300, bez serwisu, na jednym komplecie opon, jechała regularnie w okolicach 30 pozycji, ale pechowo zablokowany odcinek dał im 20.000 punktów kary i pogrzebał marzenia o wyniku. Udało się ukończyć, pojechać lepiej, niż rok temu, ale czujemy, że mogliśmy pojechać jeszcze lepiej. Start i meta były marzeniem i ono zostało spełnione. Teraz czekają na nas rzeczy większe - czujemy potencjał na pierwszą dziesiątkę, a wysoko ustawiona poprzeczka przez Staszka i Andrzeja zagrzewa do walki. Mogę zostawić to teraz, albo wpaść po uszy. Jeżeli zdecyduję się spróbować jeszcze raz, wpadnę, pochłonie mnie nałóg, nie skończę, póki nie wyrównam rachunków z tym cholernym Rajdem. Mogę odejść, ale ja wiem, i Wy też wiecie, jak to się skończy. Tak więc widzimy się znowu za rok, na starcie do XXII RMCH.”

 

Polsko-Szwedzka załoga Mauritz Lange-Piotr Bany to trzecia nasza najlepsza załoga na mecie. Startowali 218 konnym Fordem Escortem MK2 z rajdową historią. Lange ma polskie korzenie i świetnie mówi po polsku. Wcześniej ścigał się na motocyklach, które zamienił na samochody. Parę lat wcześniej startując w RMCH ze Szwedem Hansem Silvanem, przez wiele odcinków byli na 2 pozycji. Drobna pomyłka jednego z lepszych pilotów w jeździe na regularność, skręcenie w złą drogę spowodowała miejsce na mecie bliżej 150tego. Piotr Bany znany jest jako polski kierowca wyścigowy i z rajdów na regularność. Startował w Monte kilkakrotnie jako kierowca i pilot, był pierwszym Polakiem, który wygrał w tym rajdzie klasę. Tym razem awaria przyrządu do jazdy na regularność już na pierwszym odcinku spowodowała spadek na odległe miejsce. Straty nadrobili częściowo, zajmując na mecie 60. miejsce.

 

 Mauritz Lange i Piotr Bany - Ford Escort MK2

Fot. Grzegorz Gac -  Mauritz Lange i Piotr Bany - Ford Escort MK2

 

Piotr i Natalia Cisowscy. Ojciec z córką, debiutujący w tym rajdzie, zajęli w rezultacie 140. miejsce. Jechali Fiatem 125p z seryjnym silnikiem 1300 z seryjną 4-biegową skrzynią biegów, co więcej bez zapoznania z trasą i ekipy serwisowej. Na półmetku byli trzecią polską załogą. Gdyby nie pechowo zablokowana droga na jednym odcinków pomiarowych, mieli szansę na miejsce w trzydziestce w klasyfikacji generalnej. To zdecydowanie powyżej oczekiwań.

 

Piotr i Natalia Cisowscy - Fiat 125p

Fot. Z archiwum Jacka Millera. Piotr i Natalia Cisowscy - Fiat 125p


Piotr Cisowski pisze po rajdzie:

„Start w Monte Carlo Historique był zawsze moim marzeniem. Może też trochę z sentymentu do sukcesu Roberta Muchy i Lecha Jaworowicza z 1972 roku też Polskim Fiatem. Aby je spełnić potrzebne było posiadanie samochodu z ograniczonej listy aut dopuszczonych, startujących w latach 1955 - 1980 oraz umiejętność jazdy na regularność. Poszukiwania samochodu trwały dwa lata. Dodatkowym utrudnieniem było znalezienie wersji 1300, tak aby móc ścigać się w średniej prędkości. W kolejnym roku rozpocząłem przygodę z jazdą na regularność w grupie tradycyjnej w Mistrzostwach Polski. Ze stoperem i papierową tablicą prędkości aby dobrze zrozumieć zasady. Zeszły sezon to starty w grupie sportowej w MPHRR czyli na takich samych zasadach jak w RMCH. Doświadczenie w precyzyjnym pilotażu zdobyła moja córka Natalia a samochód okazał się całkowicie niezawodny. Po skróceniu przełożenia głównego i modyfikacji wydechu stał się nieco bardziej żwawy choć prędkość maksymalna spadła do 100 km/h. Cóż, coś za coś. Tak przygotowani zgłosiliśmy się do RMCH. Wyposażeni w cztery kolcowane opony plus dwie zapasowe, 20 litrów paliwa w kanistrach, skrzynkę z narzędziami i częściami zapasowymi, bez serwisu i objazdu trasy z zakupionymi roadbookami ruszyliśmy na podbój Monte Carlo Historique 2018. Przed startem nieocenione okazały się cenne rady doświadczonych załóg Jacek Miller/Maciej Orzechowski, Staszek i Andrzej Postawka oraz Roberta Burcharda za które serdecznie dziękujemy.


Po 9-ciu próbach plasowaliśmy się na zaskakująco wysokim 59-tym miejscu na ponad 300-sta startujących załóg. Za Renault 5 Alpine a przed Fordem Escortem 2000. Mamy do dyspozycji tylko 65 KM. Szczęście nie trwało jednak długo. Na kolejnej, 10-tej próbie jeden z zawodników zablokował trasę i 40-stu zawodników w tym nasza załoga otrzymało po 20 tys. punktów kary. To pogrzebało nasze szanse na utrzymanie dobrego wyniku i zrzuciło nas na 166 pozycję. Nie zrażeni jednak tym faktem następnego dnia ruszyliśmy ponownie do walki i na ZR11 „złapaliśmy” jedynie 4 sekundy co później okaże się najlepszym naszym wynikiem w tym rajdzie. Ostatecznie po zaciętej walce rajd ukończyliśmy na 140-stym miejscu XXI edycji RMCH która na zawsze zostanie zapamiętana jako pierwsza w której polska załoga Stanisław i Andrzej Postawkowie stanęła na podium w klasyfikacji generalnej.”

 

 Ewa Galińska Postawka i Anna Postawka - Fiat 125p

Fot. Dariusz Osiński - Ewa Galińska Postawka i Anna Postawka - Fiat 125p


Ewa Galińska Postawka i Anna Postawka - Żona i wnuczka Andrzeja Postawki wystartowały Polskim Fiatem 1600. Jechały nadspodziewanie dobrze, ale również były zablokowane, i to dwa razy. Rajd ukończyły na 148. miejscu. Szkoda, bo jechały wspaniale i miały szanse na zdobycie Pucharu Pań. Jednak „wnuczka z babcią w Polskim Fiacie” zostały zauważone przez media.

 

Materiał opracował Tomasz Ciecierzyński

 


Wyniki 21. Rallye Monte-Carlo Historique 2018